Eksperyment

 „Czas nie musi już stanowić dla nas mrocznej granicy niepowrotu” Jakub Skrzypczyszyn


Swoją opowieść zaczęłam od narodzin Zofii w lutym tego roku. Tego roku, którego nikt z nas nie będzie chciał pamiętać. Ale ja zapamiętam go na długo. Oderwałam się wreszcie od rzeczywistości, zanurzyłam się w książkach i gwiazdach. Smakować życie ile się da, dopóki czuję jego smak i zapach, dopóki odczuwam, że serce mi bije. Żyć pełnią życia, choćby na papierze i nie bać się skoczyć w przeszłość i przyszłość, robić siedmiomilowe kroki. Rozciągnąć swoje myśli poza horyzont, poza stratosferę. Dryfować zorzą polarną...


Ledwie go widzę,

( gdy ostro pada słońce

wyraźniejsze, są cienie).

Czas zapalić świecę

w ciemności dzieciństwa.

posłuchać 

nokturnów Chopina.


Zdjąć opuchliznę z łez

choć tak rozwija

człowieka.

Teraz piszę sercem.

Posłuchaj geniusza:

Opus 9, numer 1

L’ombre...

cieniu

migoczący...

Zbiegam

    schodami

        w studnię

            dzieciństwa

                Coraz

                     tam    

                       ciszej i

                          ciemniej…

                                Lecz na samym dole

                                     jest przyjemnie

                                         zapalam świecę

                                            Już mi lepiej:

                                                   Kropla 

                                                        za

                                                          kroplą

                                                             spływają na mnie

                                                                 uśmiechy

                                                                      wspomnienia.


Rozgość się w ciemności

w jednej ręce kielich głodu

a w drugiej rozpaczy

wszystkich kobiet skrzywdzonych

przez wojnę, gwałty, przemoc

Zło

rezonuje...

Jedna świeca nie rozświetli

mroku, 

choć daje nadzieję.

Bądź Wojownikiem 

Bądź 

moją nadzieją

A obiecuję Ci 

seks tantryczny

z Wenus


Bądź asymetryczny

do świata.


katastrofa 20 20

sprawiła

że czuję:

Mam przyjaciół

Jestem bezpieczna

ABRACADABRA
AMEN
... ŁASKIŚ PEŁNA

Jestem Samozwańczą Żydówką, 

Wenus na Unicornie.

Sama nie zmienię świata, 

ostatni bój,

to zagrać na dzwonkach ludzkości.

Niech rezonują ich dusze.

Na szali kładę hiperwrażliwość

po drugiej stronie - moi Geniusze

Jestem artystką

już nic nie muszę.


W lutową pełnię, na początku roku, założyłam eksperyment. Patrząc na jej perłową tarczę wezwałam trzy duchy: Wyspiańskiego, Witkacego i Schulza. Trzech naszych najbardziej rewolucyjnych artystów ubiegłego stulecia. Wszyscy zaczynali od pędzla, na piórze kończąc.

Witkacy na czele - eksperymentator totalny, po lewej ręce Wyspiański, tak czuły i dobry dla swoich pasteli, po prawej Schulz... Moja milość… Z nim pod rękę... najbliżej, najczulej, aż zaczęłam nucić głośniej i głośniej: “Fly me to the Moon…”

Na krakowskich obcasach wyszłam na miasto na spotkanie Boga. Artysta musi być na granicy szaleństwa. Dla mnie sztuka musi przepływać przez serce jak grzmot, jak błyskawica. Przekraczać granice ziemskiego prawa.

Następnego dnia zrobiliśmy niezły festyn na dworcu naszego miasta. Zabytkowy parowóz stanął na peronie piątym w Gdańsku Głównym. W nocy przygotowałam: stare łyżwy, koło od roweru, miedziane dzbanki, tkaniny, czaszki i przedwojenny przyrząd do mierzenia ciśnienia. Nagle zrozumiałam cel swojej kilkuletniej kolekcji rzeczy ładnych! Miałam u siebie wszystko, co kojarzyło mi się z rokiem 1920! Na drewnianych ławkach ułożyłam martwą naturę, rozłożyłam pastele, sztalugę. Dokładnie tak, jak sobie wymarzyłam, miałam swój własny, artystyczny wagon! Reszty dopełniły perły na szyi, suknia, włosy na chłopczycę i krwista szminka. Czekałam na gości odświętnie ubrana. Nie sądziłam, że portrety przyjdzie mi rysować ponad ich głowami. Tysiąc ludzi, albo więcej przeszło przez mój Genius Loci. Chyba się polubiliśmy. Na początku ktoś coś próbował kwękać, zareagowałam, czułam tę siłę, furię Chwina. Pan z dzieckiem na rękach wśród tłumu kobiet próbował podskakiwać. Zareagowałam. Z oddali odważył się jedynie rzucić: “Ale strasznie krzyczeli ci ludzie sto lat temu”. Nie krzyczałam. Mocno i wyraźnie postawiłam sprawę: „Proszę nie przeklinać, jest pan z dzieckiem na ręku i wśród kobiet!„ Nie dodałam jedynie: Sto lat temu ludzie tak strasznie nie bluzgali. Wszyscy mieliśmy popieprzone dzieciństwo. Z tych wszystkich kultur, jakich jesteśmy zbieraniną proszę tylko o jedną: kulturę osobistą.

9 lutego 2020 urodziłam się jako Zofia i przeniosłam się w czasie. Jest mroźny luty 1920. Nie wracam, postanowiłam już teraz że zadbam o przyszłość. Jutro zaślubiny Polski z Bałtykiem. I nie mam nic przeciwko, by chłopi przejęli władzę, to także ich kraj. Ale na jedno nie mogą sobie pozwolić: na brak szacunku dla kobiet i dzieci. Brak szacunku dla ludzkiej istoty. Wykreśl jedno słowo dziennie ze swojego słownika. Ale, że natura nie lubi próżni - wypełnij ją innym, lepszym. Bądź Słowotwórcą. Może unikniemy hekatomby tej 1939 i tych innych, osobistych.


Komentarze

Popularne posty